Iron Kingdoms - Armia Khadoru: Część II

Dwieście kobiet i mężczyzn stoi w błocie na przedmieściach Korska. Jeszcze sześć tygodni temu każdy z nich miał własne życie - byli farmerami, pracownikami fabryk, obywatelami Khadoru. Kimś.
Kapitan kroczy wzdłuż linii powoli, bez pośpiechu. Nie krzyczy. Właściwie nawet nie musi specjalnie podnosić głosu.
„Jesteście Zimową Strażą. Jesteście na samym, cholernym spodzie drabiny zwanej Armią. Żelazne Kły zbiorą chwałę, Man-O-War trafią na sztandary - ale wam pisane jest błoto, mróz i kiepskie żarcie. Kiedy przeciwnik rzuci na was wszystko, co ma, i jeśli jakimś cudem wasza linia wytrzyma - nikt nie zapisze waszych imion złotymi głoskami. Ale to właśnie dzięki wam Khador będzie trwał. Wy zapewnicie Ojczyźnie przyszłość. I właśnie dlatego tu jesteście.”
Nikt w formacji nie drgnął. Gdzieś za obozem rozległ się przeciągły gwizd kotła parowego - Juggernaut budził się do życia.
Przez całe wieki od założenia państwa, największym wrogiem armii Khadoru nie był Cygnar. Nie był nim też Llael. Prawdziwym przeciwnikiem był, jak często w takich historiach, sam Khador. Ściślej mówiąc - ta specyficzna odmiana szlacheckiej dumy, która każdemu wysoko urodzonemu szeptała do ucha: „stare metody są wystarczające, tradycja jest cenniejsza niż adaptacja, pomysł jakiejkolwiek zmiany jest tylko o krok od zdrady Ojczyzny.” Historia rozwoju tej armii to dziesiątki opowieści o upartych mężczyznach i kobietach, którzy krok po kroku, przez długie dekady, siłą ciągnęli kraj do przodu.
Kiedy Khador wyłonił się z Traktatów Corvis jako suwerenne państwo, nie posiadał armii w dzisiejszym tego słowa rozumieniu. Miał za to niemały problem - mniej więcej tuzin luźno powiązanych milicji, pozostałości powstania przeciwko Orgothom. Każda lojalna była wobec własnego dowódcy, każda uznawała koronę za zupełnie drugorzędną sprawę.
Na papierze wszystkie służyły temu samemu celowi: obronie Khadoru i jego interesów. W praktyce były zaś prywatnymi armiami finansowanymi ze wspólnego skarbca. Każdą taką formacją dowodził oficer błękitnej krwi, często powołujący się na koneksje z jednym z Wielkich Rodów lub spuściznę bohaterskich czynów podczas Rebelii.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że nie były to w żadnej mierze siły nieudolne. Żołnierze tam służący byli lojalni, sprawni i szczerze patriotyczni. Niemniej każda milicja działała na własnych warunkach, podług własnych tradycji i w ramach niezależnego łańcucha dowodzenia. Nigdy nie było przez to pewności, czy dana formacja w ogóle zjawi się na wojenne wezwanie.
Późniejsi badacze khadorskiego militaryzmu określali ten czas jako koronny przykład popadnięcia armii w polityczną zależność, powodującą strategiczną niemoc.
Silna, trójstopniowa struktura armii przetrwała w Khadorze po dziś dzień i jest jednym z najgłębiej zakorzenionych filarów sztuki wojennej tego państwa. U samej jej podstawy znajdują się żołnierze poborowi - masowy zaciąg, minimalny trening, tanie wyposażenie i skłonność dowódców do szafowania życiem podwładnych. Wielcy Książęta i Korona często i chętnie sięgają po to narzędzie, organizując branki do armii na dość szeroką skalę.
Zadaniem tak sformowanych regimentów jest wykrwawić przeciwnika, narzucić mu wojnę na wyczerpanie. Dziesiątki i setki żołnierzy są często rzucane na linię walk z minimalnym tylko przygotowaniem i uzbrojeniem. W oficerskich kantynach panuje niezmienne, aroganckie przekonanie, że nawet niewytrenowany farmer z północnych rubieży jest w boju więcej wart niż dwóch albo i trzech „miękkich żołnierzyków z południa”. Obywatele Imperium często płacą za tę butę swych dowódców najwyższą możliwą cenę.
W centrum struktury znajduje się armia zawodowa - ludzie, którzy poświęcili całe swoje życie i karierę doskonaleniu sztuki wojennej. Niektórzy z nich wywodzą się z domów szlacheckich, gdzie pełnili pośrednie funkcje sztandarowych lub giermków. Inni przetrwali kilka pierwszych lat poboru i stwierdzili, że wojna to ich prawdziwy żywioł. Niezależnie od motywacji, to właśnie oni tworzą twardy szkielet sił Khadoru i walczą tam, gdzie zwykła przewaga liczebna nie jest wystarczająco mocnym argumentem.
Trzeba jednak zaznaczyć, że siły zawodowe nie są w żadnej mierze monolitem - ani pod względem wyszkolenia, ani wyposażenia, ani uzbrojenia. Poszczególne oddziały i regimenty mogą się od siebie drastycznie różnić, w zależności od tego, na czyim żołdzie są i który możny pan łoży na ich wyekwipowanie.
Kiedy strumień funduszy wysycha - a zdarza się to niestety nader często - zawodowi żołnierze kierują swą uwagę w stronę pewniejszych źródeł utrzymania: kompanii najemniczych, bogatych kupców, gildii. Zjawisko to jest szczególnie popularne w księstwach przygranicznych, położonych daleko od stolicy i władzy centralnej. W godzinie potrzeby Khador musi ich ponownie ściągać na swą służbę, płacąc zdecydowanie więcej, niż wynosiłby zwykły żołd.
Na samym szczycie, opancerzona i niosąca na swych barkach wieki tradycji, rozsiadła się arystokracja i jej ciężka kawaleria. Jest to najbardziej prestiżowa i jednocześnie najbardziej spętana politycznymi okowami gałąź armii. Pozycja w szeregach tej formacji określana jest siłą - im cięższy masz pancerz, im bardziej finezyjną broń dzierżysz, im straszniejszego rumaka dosiadasz, tym większe masz poważanie wśród towarzyszy. Na samym szczycie tej hierarchii od zawsze znajdowali się uhlan drakhunowie - w swoich niemal niezniszczalnych zbrojach, siedzący na grzbietach specjalnie hodowanych, niesamowicie wytrzymałych i silnych karpathiańskich wierzchowców. Ich szarże potrafiły przechylić szalę bitwy na stronę Khadoru, kiedy wgniatali w ziemię całe regimenty piechoty przeciwnika.
Lekkie formacje kawalerii jak najbardziej istnieją - zwiadowcy, posłańcy, grupy podjazdowe - ale nigdy nie zyskały nawet ułamka tej estymy, jaką cieszy się ciężka jazda. W świadomości imperialnej elity prawdziwa wojna to taka w siodle, z lancą i w ciężkiej zbroi. Wszystkie pozostałe jej formy to tylko wzbudzające litość namiastki.
Fragment przysięgi oficerskiej kawalerzysty, spisanej we wczesnych latach 400 AR:
„Jadę, ponieważ mój ojciec jechał, i jego ojciec przed nim, a wcześniej jego ojciec i cały nasz ród, aż do czasów Rebelii. Ciężar mojej zbroi to ciężar historii całego Khadoru. Nie zdejmę jej nigdy, choćby mi ciążyła. Nie zamienię lancy na chłopski muszkiet. Jestem tym, kto stoi na straży Ojczyzny naprzeciw wszystkim jej wrogom.”
Pierwszym sygnałem, że myśl wojenna Khadoru musi ewoluować, było upowszechnienie się warjacków na polach bitew. Już w późnych latach 300 te groźne machiny napędzane parą stały się niezwykle groźnym przeciwnikiem, dziesiątkującym lekko uzbrojone oddziały piechoty. Każda nacja na Immoren dołączyła się do wyścigu zbrojeń, szukając najlepszego sposobu na odparcie i skontrowanie nowego rodzaju broni.
Kiedy tradycyjna metoda rzucenia większej liczby kawalerii do ataku zawiodła (a olbrzymie straty, jakie szlachta Khadoru ponosiła podczas szarż na warjacki, miały w tym swój udział), król Ioann Grazanta zdecydował się na zmianę podejścia.
W 398 AR utworzono pierwsze oddziały ciężkozbrojnych pikinierów, szkolonych w jednym celu - niszczenia kroczących machin wojennych. Korzystając z doświadczeń dawnych ludów, które przez wieki udoskonalały techniki polowań na bestie zamieszkujące północne rubieże, opracowano taktykę walki z maszynami. U podstaw tej koncepcji leży prosty, khadorski pragmatyzm - warjack jest większy niż ty, silniejszy niż ty i zupełnie nie dba o to, z jak szlachetnego rodu się wywodzisz, zupełnie jak niedźwiedź! Jeżeli już nauczysz się, jak zabić jednego, z następnym poradzisz sobie łatwiej.
Podręcznik szkolenia jednostek Iron Fang, okolice roku 400 AR:
„Warjack nie czuje respektu ani strachu. Przebije się przez waszą linię, jeśli będzie zbyt słaba lub zbyt płytka. Warjack nie męczy się i nie odpoczywa, więc jedyną skuteczną bronią jest żelazna dyscyplina i koordynacja. Celuj w złącza i przewody. Celuj w ścianki kotła. Celuj w cortex, jeśli jesteś w stanie go dosięgnąć. Za wszelką cenę postaraj się wytrącić maszynę z równowagi, by trafić w jej słabe punkty.”
Jednostki pikinierów szybko zyskały przydomek Żelaznych Kłów i mimo początkowego sceptycyzmu szlachty na stałe wpisały się w strukturę armii. Ciężko opancerzeni wojownicy, trenowani do walki z przeciwnikami znacznie większymi od nich, udowodnili, że są w stanie stanąć w polu przeciwko warjackom i to starcie wygrać. Możni jeszcze przez długie lata nie mogli pogodzić się z faktem, że zwykły żołnierz stał się niemal równy - a często nawet lepszy - wyszkolonemu kawalerzyście. Z faktami, popartymi na dodatek krwią i żelazem, ciężko jest jednak polemizować, nawet w Khadorze. Żelazne Kły stanowią obecnie trzon ciężkiej piechoty Imperium. Był to dopiero zwiastun kolejnych zmian, jakie miał wdrożyć ród Vanarów rękami króla.
Prawdziwa rewolucja przyszła wraz z człowiekiem, który niestety nie ujrzał owoców swej pracy. Król Mikhail Vanar był w pierwszej kolejności żołnierzem i styl swojej władzy opierał na takich właśnie militarnych podstawach.
Kiedy objął tron, armia Khadoru wciąż była w swej istocie feudalną mozaiką - lepszą niż kiedyś, dzięki pikinierom Żelaznych Kłów i stopniowemu wdrażaniu nowinek technologicznych. Wciąż silne były jednak wpływy szlachty, ogólne wyposażenie było niespójne, a wyszkolenie i organizacja zbudowane na arystokratycznej tradycji zupełnie nie przystawały do realiów.
Mikhail słusznie obawiał się, że jeśli przyjdzie godzina próby - starcie z nowoczesnym przeciwnikiem - Khador nie przetrwa. Dlatego całą swą energię i czas przeznaczył na zmianę tej sytuacji. W roku 460 AR dekretem królewskim zostały sformowane pierwsze oddziały Zimowej Straży - była to pierwsza, prawdziwa, stała armia, złożona z poborowych żołnierzy. Priorytetem była standaryzacja oraz jasne określenie jej miejsca i prerogatyw w strukturze dowodzenia.
Żołnierze uzbrojeni zostali w garłacze - tanią i skuteczną, choć o krótkim zasięgu, broń palną, która zamieniała słabo wyszkolonego poborowego w groźnego przeciwnika. Ta decyzja - chociaż niezwykle potrzebna - spotkała się ze znacznym oporem arystokracji i starych rodów. Sfinansowanie dziesiątek tysięcy sztuk broni wymagało wprowadzenia nowych podatków i rozbudowy przemysłu alchemicznego oraz rusznikarskiego Khadoru. Szlachta, szczególnie ta związana dziedzictwem z tradycjami kawaleryjskimi, drwiła. Tradycjonaliści nazywali całą sytuację zniewagą dla khadorskiego dziedzictwa wojennego - wkładanie broni palnej w ręce prostych chłopów.
Mikhail musiał się także zmierzyć z Wielkimi Książętami i ich prywatnymi armiami. Od tej pory każdy poborowy z każdej prowincji miał służyć w jednych, narodowych siłach, pod tą samą doktryną i podlegając temu samemu dowództwu.
Z petycji złożonej koronie przez koalicję drobnej szlachty, ok. roku 461 AR:
„Z szacunkiem przypominamy Jego Królewskiej Mości, że siła Khadoru nigdy nie spoczywała w rękach poborowych rolników ściskających alchemiczne wynalazki, lecz w żelaznej dyscyplinie i rodowym męstwie jej konnych wojowników. Przekierowanie koronnych funduszy z finansowania dumnych, uświetnionych tradycją oddziałów kawalerii na uzbrojenie pospolitaków w nieprzetestowaną broń inspirowaną obcymi zwyczajami to mylenie dymu i hałasu z prawdziwą mocą.”
Poza Zimową Strażą, Mikhail ujednolicił hierarchię i rangi w armii - zlikwidował gąszcz nakładających się tytułów regionalnych i zastąpił je powszechnym systemem, obowiązującym od stolicy aż po najodleglejsze posterunki graniczne. Zatwierdził też opracowanie konstrukcji warjacka klasy Juggernaut; pierwszy egzemplarz zjechał z linii produkcyjnej w 465 AR, a Mikhail świętował to jako triumf khadorskiej inżynierii. Z jego inicjatywy powstał również Destroyer - warjack, który stał się symbolem khadorskiego podejścia do sztuki wojennej - choć do standardu produkcyjnego doprowadzono go dopiero w 480 AR, ponad dekadę po śmierci swojego fundatora.
Najbardziej dalekowzrocznym posunięciem Mikhaila było powołanie High Kommand - stałego gremium starszych oficerów, któremu powierzono nadzór nad rozwojem armii i dbałość o ciągłość doktryny. Mikhail wiedział, że reformy przywiązane do osoby władcy umierają wraz z nim. Kommand był jego polisą ubezpieczeniową - mechanizmem gwarantującym, że cokolwiek zdoła osiągnąć, przetrwa nieuchronne polityczne wstrząsy, które zawsze następują po śmierci reformatora.
Kolejne duże zmiany w khadorskiej myśli wojskowej przyszły wraz z porażkami na polu bitwy. Pierwsza Wojna o Thornwood z lat 510–511 AR, toczona za panowania króla Ruslana Vygora (który przerwał dotychczasową ciągłość panowania dynastii Vanarów), okazała się bolesną lekcją.
Vygor był śmiałym strategiem, a początkowy gambit był naprawdę błyskotliwy. Skierował on trzon armii złożonej z ciężkiej kawalerii ku granicy z Llael. Był to jednak starannie zaplanowany blef, mający na celu przekonać króla Cygnaru, że najazd jest nieuchronny. W tym samym czasie prawdziwe siły uderzeniowe maszerowały bez przeszkód do Thornwood, nie napotykając większego oporu.
Fragment depeszy cygnariańskiego wywiadu, dowództwo granicy południowej, 510 AR:
„Potwierdzono koncentrację formacji ciężkiej kawalerii Khadoru w pobliżu granicy llaelskiej - w sile nieobserwowanej od ponad dekady. Ostrożne szacunki mówią o czterech do sześciu pełnych regimentach uhlanów ze wsparciem drakhunów. Komandor Healey wnioskuje - z należnym szacunkiem, lecz z najwyższą pilnością - by Dowództwo Południowe zechciało zrewidować obecne rozmieszczenie 3. i 7. Dywizji. Jeśli Llael upadnie, cała nasza południowa flanka pozostanie odsłonięta. Drugiej szansy na zmianę pozycji nie będzie.”
Manewr prawie się udał. Król Cygnaru dał się zwieść i zaczął przesuwać siły ku Llael. Podstęp wykryto jednak w ostatniej chwili - Cygnar wykonał desperacki, forsowny marsz i zdołał w ostatniej chwili przechwycić główne siły wroga w Thornwood.
To, co nastąpiło później, było krwawe, kosztowne i ostatecznie przyniosło rozstrzygnięcie - choć nie takie, jakie wyobrażała sobie generalicja z północy. Wojna zakończyła się klęską Khadoru, lecz stoczone po drodze bitwy dały jednoznaczne wnioski: wielkie starcia można wygrywać BEZ ciężkiej kawalerii.
Piechota i warjacki często rozstrzygały starcie w warunkach, w których kawaleria nie mogła działać skutecznie. Był to bezpośredni cios w khadorski dogmat głoszący, że żadnej poważnej bitwy nie da się wygrać bez szarży ciężkiej kawalerii. Szlachcice, którzy uważali się za potomków wielkich władców koni, nie przyjęli tego wniosku z pokorą. Przez dekady zwalczali go w radach, na dworze i w korpusie oficerskim. Lecz pole bitwy przemówiło krwią i żelazem, a żadna ilość arystokratycznej paplaniny nie mogła już tego zmienić.
Analizą konsekwencji tej wojny zajęły się jedne z najostrzejszych umysłów wojskowych Khadoru - między innymi Rurik Zerkova i młody, nieprzeciętnie inteligentny oficer Gurvaldt Irusk. Oba projekty warjacków - Juggernaut i Destroyer - zostały gruntownie ulepszone w oparciu o wyciągnięte wnioski, a doktryna High Kommandu coraz bardziej zaczęła odchodzić od tradycjonalizmu.
Kolejna fala modernizacji wzbierała przez kilkadziesiąt kolejnych lat i nie dała się już zatrzymać. Król Ivad Vanar, który rządził w latach 545–572 AR, kontynuował „rodzinny projekt” usprawniania armii, kładąc pozostałe fundamenty, na których później budowali jego następcy. Za rządów Ivada, a potem regenta Simonyeva Blaustavyi i wreszcie cesarzowej Ayn Vanar - wnuczki króla - Khador inwestował coraz bardziej w inżynierię i mechanikę. Powstawały nowe rodzaje warjacków. Polowa artyleria stawała się potężniejsza i łatwiejsza do szybkiego przemieszczania między frontami. Technologiczne i logistyczne zaplecze armii rozrastało się i pogłębiało.
Najbardziej charakterystyczną khadorską innowacją całego tego okresu był jednak program Man-O-War.
Zbroje parowe Man-O-War weszły do masowej produkcji już w 474 AR, lecz to Blaustavya osobiście nadzorował gruntowne ulepszenia inżynieryjne, które przekształciły je z obiecującej koncepcji w ostrze khadorskiej doktryny szturmowej. Stała za tym logika będąca esencją pragmatyzmu: korteksy warjacków - „mózgi” nadające maszynom autonomię - wymagały rzadkich i kosztownych materiałów. Khador nigdy nie był w stanie zbudować ich dość, by dorównać rywalom liczbą. Zamiast brać udział w z góry przegranym wyścigu, postanowiono w cały ten pancerz i siłę ognia wyposażyć żołnierza, który ma przecież własny, całkiem wydajny mózg.
Przytłaczający, dysponujący większą siłą ognia niż niejeden lekki warjack - oddziały Man-O-War stały się doskonałym wcieleniem khadorskiej filozofii wojennej: „jeśli świat nie daje ci tego, czego potrzebujesz, opancerz to, co masz, i rusz naprzód”.
Blaustavya wyniósł też w tym okresie Zgromadzenie Mechaników na szczyty prestiżu, utrwalając przekonanie, że inżynierowie i technologowie są dla wysiłku wojennego równie niezbędni jak każdy oficer z mieczem w dłoni.
Interesują Cię inne artykuły z uniwersum Iron Kingdoms? Czytaj →
Źródła: Forces of Warmachine: Khador Command
Forces of Warmachine: Khador